|
Przejechaliśmy ponad 1660km. Nie trenowaliśmy specjalnie przed wyjazdem. Pierwszy raz założyliśmy na rowery sakwy i nastawialiśmy się na dużo niższe tempo. Mile zaskoczeni byliśmy gdy okazało się, że nawet taki bagaż (ok 25-30kg) nie spowalnia tak bardzo. Szybko też "nauczyliśmy się" z nim jeździć. Nogi również szybko przyzwyczaiły się do codziennej jazdy. Na trasie spotkaliśmy dużo miłych, przyjaźnie nastawionych ludzi - najwięcej na początku wyprawy, ale nie tylko:) Nieraz mile ugoszczeni, rozmawialiśmy z gospodarzami do późnej nocy, wymienialiśmy poglądy, zawsze towarzyszył temu uśmiech. Zobaczyliśmy wiele pięknych miejsc, wiele z nich na pewno pozostanie na długo w pamięci... Nie mieliśmy większych problemów ze sprzętem. Jedynie niewielki problem z moją piastą. To na co trzeba uważać to wilgoć, która z łatwością może "pokolorować" źle nasmarowany łańcuch. Najdziwniejszą rzeczą jest jednak to, że żaden z nas nie złapał przez całą drogę kapcia!!! Nawet Przemek, który ostatnie kilometry przemierzał na łysej oponie. Sakwy spisały się również bardzo dobrze: okazały się faktycznie wodoszczelne, bardzo pojemne (przez cały wyjazd zastanawiałem się dlaczego wziąłem tylko dwa podkoszulki), a do tego łatwe do wyczyszczenia... Nie była to może wielka wyprawa, dla niektórych nie wyda się niczym szczególnym. Dla mnie była sprawdzianem możliwości, zdolności realizacji wybranych celów, a przy okazji spełnieniem dawnego marzenia:) Sprawdziłem na własnej skórze jak świetne jest podróżowanie na rowerze. Polecam każdemu! Teraz układam w głowie plan kolejnej wyprawy, tym razem może gdzieś dalej. Zawsze chciałem odwiedzić Skandynawię - czemu nie zrobić tego na rowerze? A może gdzieś na wschód... Jest dużo ciekawych miejsc i jeszcze dużo czasu przede mną, nie ma więc pośpiechu... |