Pomysłów na tegoroczną wyprawę było wiele. Pojawiły się dosyć wcześnie, bo już pod koniec ubiegłego roku. Palcem po mapie podróżowałem po różnych zakątkach świata. Raz były to Włochy, innym razem Grecja, później przez dłuższy czas na pierwszy plan wysunęły się kraje dalekiego wschodu. Jednak, na wyprawę w tamte rejony, potrzeba przede wszystkim czasu, którego w tym roku nie miałem wystarczająco dużo. Moje wakacje miały trwać niewiele ponad miesiąc (głównie ze względu na praktyki i sprawy na uczelni). A to jednak za mało, żeby dokładnie poznać tamte regiony świata.
Na początku roku razem z Przemkiem zaczęliśmy rozmawiać o Alpach. Zawsze chciał pojeździć śladami największych kolarzy, a ja po prostu uwielbiam góry. Jedyną rzeczą, która mnie martwiła była kondycja, bo ani specjalnie nie trenowałem, ani nie jeździłem aż tyle kilometrów pod górę . W sumie, to nie jeździłem dużo więcej niż przed poprzednim wyjazdem... Ale cóż, raz się żyje więc trzeba się starać robić to intensywnie. Nawet jeśli ma być pod górę. Postanowiliśmy – kierunek Alpy. Pozostała jedynie kwestia tego, jak się tam dostaniemy, gdzie dokładnie i jaką trasą. Ale szybko okazało się , że z tym większego problemu nie będzie. Do Austrii jest przecież blisko i od razu zaproponowałem wyjazd spod samego domu. Dało nam to też możliwość zobaczenia kawałka Czech. Trasy dokładnie nie zaplanowaliśmy, za to znane nam były jej główne punkty – najwyższe przełęcze dostępne drogami Austrii, Szwajcarii, Włoch i Francji, do tego kilka znanych podjazdów z Tour De France i Giro di Italia. Postanowiliśmy się nie oszczędzać. Przygotowania zostawiliśmy na ostatnią chwilę Poszły jednak bardzo sprawnie. Dzięki temu uniknęliśmy tego nieznośnego wyczekiwania na dzień wyjazdu… |
|
«« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»
|