Tour des Alpes
Dzień 10

Schwarzach – Taxenbach – Fusch an der Grossglocknerstrasse – Fuscher Törl (2428m n.p.m.) - Fuscherlacke (2262m n.p.m.)

(61.69km; 5h20min; śr. 11.54km/h)

Kierujemy się w stronę Fusch

Budzę się podekscytowany. To dziś zdobędziemy najwyższą przełęcz Austrii i zobaczymy jedną z najpiękniejszych tras – Grossglocknerstrasse. Jednak, jeszcze kilkanaście kilometrów przed nami zanim się tam znajdziemy. Zbieramy się tak szybko jak to możliwe, zahaczamy o sklep, przy którym wcinamy śniadanie i udajemy się w kierunku Fusch, gdzie rozpocznie się nasza przygoda z Hochtorem. Słońce wręcz przypieka. Trochę mnie to martwi bo na podjeździe może dać po tyłku. W oddali widać Wysokie Taury. Dojeżdżamy do Bruck, gdzie skręcamy i wjeżdżamy na Grossglockner. Równolegle do głównej drogi biegnie droga rowerowa. Jest całkiem przyjemnie. Mijamy kilka mniejszych osad oraz trochę większe Fusch położone na wysokości 805m n.p.m., w którym robimy krótką przerwę.

Pętla za pętlą pniemy się ku szczytowi Jest południe, słońce jeszcze mocniej praży, a przed nami jeden z większych podjazdów. Ruszamy. Z początku nie jest tak ostro, ale czuć że pod górkę. Najbardziej chyba drażni to słońce. Dojeżdżamy do punktu poboru opłat, za którym zaczyna się prawdziwy podjazd, często osiągający nachylenie 10% (na znakach widnieje 12%). Z początku jest ciężko. Nie mogę znaleźć swojego tempa. Raz przyspieszam, raz zwalniam - ot, takie szarpanie. Robimy postój, może dwa i zaczyna być lepiej, ale cudów nie ma ( jeśli nie liczyć cudownych widoków wokół). Zatrzymuję się czasem, żeby zrobić kilka zdjęć. I tak lecą kilometry, dodam że bardzo, bardzo powoli. W pewnym momencie dostrzegam, że nad szczytami zbierają się szare chmury, mam tylko nadzieję, że się nie rozpada. Chodzę czasem po górach, wiem jak pogoda może się zmienić i dać w kość… Byle nie tym razem… Jedziemy jeszcze kilka kilometrów, zaczyna padać. Z jednej strony niebieskie niebo z drugiej szare chmury. Zatrzymujemy się i chwilę czekamy osłaniając się pelerynami przed siarczystym deszczem.



Jeszcze kilka zakrętów...
Po jakimś czasie przestaje padać, ale robił się chłodno. Słońce chowa się coraz częściej, za wielkimi i ciemnymi chmurami. Już jakiś czas temu zostawiliśmy za sobą las i jedziemy po odsłoniętym terenie. Pogoda nie lituje się nad nami. W oddali widać jak leje. Zrywa się zimny, przeszywający wiatr, zza gór słychać burzowe pomrukiwanie , w oddali widać pioruny. Zastanawiam się, co zrobimy na górze, bardzo chciałbym wyjechać na Edelweisspitze, a wygląda na to, że będziemy musieli z niego zrezygnować. Zatrzymujemy się na chwilę przy Alpine Nature Show Museum i ubieramy cieplejsze rzeczy.

Wyjeżdżamy do miejsca gdzie drogi się rozchodzą: jedna w stronę Edelweisspitze, druga w stronę Hochtor. W restauracji chcemy się napić herbaty, jednak zanim zdążyłem zapytać, niezbyt miły kelner oznajmił, że już zamykają. Trochę irytuje mnie takie podejście. Mam nadzieję, że dalej będzie lepiej. Pogoda ciągle nienajlepsza. Burza coraz bliżej. Zastanawiam się, czy jest sens gdziekolwiek jechać. Dowiadujemy się, że trochę niżej, znajduje się Gasthof Fuscherlacke. Postanawiamy zapytać o możliwość noclegu. Niestety komplet. Po długiej rozmowie i prośbach, małych podchodach, udaje się znaleźć miejsce dla nas i naszych rowerów. Nocleg na wysokości 2262m- brzmi świetnie. Jeszcze chwilkę oglądam góry, w oddali słychać świstaki, jakiś lisek przygląda się nam ukradkiem. Gdyby tylko nie ta pogoda… ale i tak jest pięknie.

Chmury wręcz wylewały się...

Niestety nie udało się dziś wyjechać ani na Edelweisspitze ani na Hochtor. Ale czy czy to taki powód do zmartwień? Nocleg na tej wysokości wszystko rekompensuje. Nie wspominając już o śniadaniu na tarasie zajazdu, z widokiem na otaczające góry. Pachnąca kawa i te pyszności dały naprawdę dużo pozytywnej energii:).

 
««  start « poprz. 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 nast.  » koniec »»