Na początku wydawało mi się, że taki wyjazd to może być jednak za dużo. Martwiłem się zwłaszcza o kondycje i kolana, z którymi miałem małe problemy. Jak widać - wszystko jest możliwe; zależy od nastawienia i trochę szczęścia. Przejechaliśmy ponad 2700 km na rowerach (nie licząc tych w drodze powrotnej), w tym większość po górach. Wyjechaliśmy na kilkanaście przełęczy Alp ( w tym na te najwyższe) oraz na najwyższą drogę asfaltową Europy. Pogoda nie zawsze nas rozpieszczała. Zdarzały się naprawdę ciężkie, deszczowe momenty. Poznaliśmy kilkoro naprawdę miłych i ciekawych osób.
Co do sprzętu, spisał się znowu świetnie. Znów żaden z nas nie złapał gumy, ani nic się szczególnie nie psuło. Praktycznie ucierpiała tylko jedna spinka do łańcucha. Oczywiście na zjazdach trochę pościeraliśmy klocków, ale udało się przejechać na jednym, już używanym komplecie (czego z początku nie byłem pewny).
Wiem, że Alpy mnie zaczarowały. Wiem, że będę chciał tu jeszcze wrócić- jeśli nie z rowerem to może z plecakiem. Alpy w każdym z krajów różniły się mocno od siebie. W każdym miały nieco odmienny wygląd i klimat; raz były bardziej dzikie, raz opanowane przez turystyczne kurorty. Mnie przypadły bardziej do gustu te pierwsze, w których słychać szum wiatru i w oddali popiskujące świstaki. Tam właśnie czuje się, że rządzi natura i to od niej wszystko zależy. Tam- pogoda potrafi się zmienić w ciągu pięciu minut, straszy deszczem, a potem koi widokiem tęczy na wysokości 2 tysięcy metrów. Był to naprawdę niewiarygodny miesiąc, do którego wracam i będę wracał jeszcze przez długi czas... |
|
«« start « poprz. 31 32 33 nast. » koniec »»
|