Rutzing(wiata przy Wiener-Bundestrasse) – Gmunden – Bad Ischl - Sulzbach (97.67km; 5h15min; śr. 18.60km/h) O 5:20 stwierdzamy, że jest wystarczająco widno żeby ruszać w dalszą drogę. Jeśli wczoraj mgła wydawała mi się gęsta to dziś po prostu nie ma nic poza nią. Widoczność sięga może 10 metrów. Na kurtce pojawiają się małe kropelki wody. Wystarczy zaledwie kilka kroków i staje się mokra. Jedziemy chwilę ulicą, ale kompletnie nic nie widać. Światła na skrzyżowaniu są prawie niewidoczne. Przez co ledwo udaje nam się przed nimi wyhamować. Postanawiamy zaczekać w wiacie - przecież zaraz przejdzie. To „zaraz” trwało dwie godziny. W między czasie podjechaliśmy kilkaset metrów do stacji benzynowej, gdzie mogliśmy się w końcu umyć, wypić dobrą kawę i coś zjeść. Wkrótce ruszamy.
Po pewnym czasie wjeżdżamy na trasę wiodącą do królestwa Alp, która jest oznaczona na naszej mapie jako widokowa. Wiedzie cały czas wzdłuż rzeki Traun. W obliczu gór można się poczuć malutkim... Zaczynam się zastanawiać jak będzie wyglądało ich zdobywanie.
W okolicach Gmunden oprócz gór, znajduje się dość duże Traun See, wzdłuż którego prowadzi nas droga rowerowa (biegnie równolegle do normalnej). Widoki, widoki, malownicze krajobrazy, jeszcze raz widoki. Tu jeziorko, tam skałka, obok drzewko, a to ścieżynka, to tunelik.. bajka… początek bajki.:)
Tak mija nam dzień. Wreszcie jakaś miła odmiana. Docieramy do Bad Ischl. Tam szukamy informacji turystycznej. Dowiadujemy się o możliwości noclegu tylko w kwaterach prywatnych i hotelach. Tak to już bywa w takich miejscowościach uzdrowiskowych. Postanawiamy poszukać jakichś prywatnych domów. Udaje się! Trochę łamanego niemieckiego i lądujemy na polanie za domami jednorodzinnymi. U gospodarzy jakieś spotkanie, nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Pozwalają skorzystać z wody , oraz z … basenu. Niestety, trochę za chłodno. Zasypiam w otoczeniu najwyższych gór Europy, oddychając krystalicznie świeżym powietrzem. Jeszcze nigdy życie nie smakowało tak dobrze. Chciałoby się wyruszyć w drogę już, zaraz. Czuję, że zamiast krwi w moich żyłach płynie adrenalina. Zmęczenie jednak daję się we znaki i zasypiam szybko, z uśmiechem na twarzy. Ogarnia mnie poczucie zadowolenia... po prostu zadowolenia. Jestem szczęśliwy. |