Sulzbach – Bad Goisern – Gosau – Pass Geschütt (969m n.p.m.) – Golling – Werfen - Bischofshofen - Schwarzach (102.34km; 5h18min; śr. 19.27km/h) Wreszcie odespałem te dwie noce spędzone we wiacie, porozciągałem się, napatrzyłem na widoki. Powoli składamy namiot, pakujemy sprzęt. Otoczeni przez Alpy, podążamy w kierunku Bad Goisern, a następnie ku niziutkiej przełęczy, bo nie osiągającej nawet 1000m - Pass Geschütt. Dalej mijamy kolejne jeziorko - krystalicznie czysta woda, aż chce się wskoczyć. Podjazd zaczyna się dosyć ostro ( około 13%). Na domiar tego, ostre słońce powoduje, że „płynę”. Zastanawiam się jak to będzie na takim Hochtorze i dalej .Przekonam się wkrótce. Za przełęczą przyjemny zjazd (już wiem po co są te podjazdy!!!).
Nad rzeką robimy postój i wcinamy czajnę. Woda straszliwie zimna, ale i tak moczę sobie nogi, zmęczenie idzie w zapomnienie. Trochę się opalam (później się okazuje, że trochę się przypiekam :)). Koniec tego dobrego, pora ruszyć tyłek. Przychodzi to trochę z trudem, ale co zrobić. Pogoda cudowna, słońce grzeje, wokół góry, góry i góry. Trochę tylko postraszyło deszczem.Chwila zadumy. Jeszcze nie tak dawno byłem w Krakowie, a tu wystarczy wsiąść na rower, kilka dni i Alpy, uhh:). Jutro Grossglocknerstrasse i Hochtor. Akcja „spełniamy marzenia” znów w toku…
Mijamy Bischofshofen, w którym co roku kończy się turniej czterech skoczni. Jedziemy raz drogą główną, raz rowerową mijając znów małe i większe austriackie miasteczka. Kończymy w Schwarzach, gdzie rozbijamy namiot przy jednym z domów, który bardziej przypomina taki 3-piętrowy blok. Na szczęście w ogrodzie zastajemy właściciela. Siedzi z laptopem, popija piwko i prowadzi burzliwą konwersacje przez skype’a. Nie widzi problemu w tym żebyśmy się rozbili. Kolejna noc załatwiona. Szybko się rozkładamy. Dziś wielkich widoków z namiotu nie ma. Popijamy winko i szybko idziemy spać. Jutro będzie ciężki dzień. Pierwsza z wysokich przełęczy, najwyższa przełęcz Austrii – Hochtor. Tak jest przynajmniej w planach… |